Trwa ładowanie proszę czekać ...

Moje wielkie australijskie marzenie

26 września 2018

Australia, najmniejszy kontynent na świecie, a jednocześnie jedno z największych państw, od zawsze była moim wielkim podróżniczym marzeniem. Moją wyobraźnię rozpalały bezkresne, gigantyczne obszary pustynne, skąpany w słońcu australijski busz, wielkie metropolie liczące wiele milionów mieszkańców oraz niezwykłe święte miejsca trwale związane z historią Aborygenów i po dziś dzień otaczane ogromną czcią. To marzenie dojrzewało we mnie, aż wreszcie przyszła pora na jego realizację. Wyruszyłam na spotkanie z przygodą, a wyprawa do Australii pozostawiła przepiękne wspomnienia i stała się źródłem unikalnych doświadczeń.

Budząca podziw metropolia, czyli Sydney w całej krasie
Nie dziwi mnie w ogóle fakt, że Sydney uznawane jest za jedno z najpiękniejszych miast na świecie. Nowoczesne budowle fantastycznie wtapiają się w fascynujące, naturalne krajobrazy. W Sydney nie brakuje wspaniałych plaż, bujnej zieleni oraz malowniczej zatoki. Do idealne miejsce dla miłośników przyrody. Mam za sobą wizytę w ogrodzie botanicznym, ogrodzie zoologicznym oraz niezwykłym muzeum prezentującym ekspozycje związane z historią naturalną i życiem w oceanach. Zwykły spacer po lokalnych plażach i portach dostarcza tutaj cudownych wrażeń wizualnych.

Pobyt w Sydney okazał się wypełniony atrakcjami. Jedną z największych było City Tour, w trakcie którego mogłam poznać wszystkie najważniejsze miejsca w mieście. Największe wrażenie zrobił na mnie słynny budynek Opery, który przypomina statek pod żaglami. Następnie trafiliśmy do historycznej dzielnicy Sydney - The Rocks. Według podań historycznych było to pierwsze miejsce w Australii, do którego trafił biały człowiek. Niezwykle ciekawa jest dzielnica China Town, która ponoć przypomina samo centrum Szanghaju. Odwiedziliśmy także port w Sydney i przespacerowaliśmy się po znanej plaży Bondi. Trudno było, oczywiście, nie skorzystać z okazji i nie zanurzyć stóp w falach oceanu.

Kolejną ciekawą wyprawą była wycieczka w Góry Błękitne. To wspaniałe pasmo górskie porasta bujna roślinność. Nad górami unosi delikatna, błękitna mgiełka, stąd nazwa Góry Błękitne. Tutejsze widoki nie mają sobie równych. Soczysta zieleń tropikalnej roślinności koi zmysły. A bliskie spotkania z kangurami, koalami czy psami Dingo na długo nie pozwalają o sobie zapomnieć.

Skarb Australii, czyli Święta Góra Aborygenów
Tego miejsca z pewnością nie można pominąć w trakcie podróży do Australii. Uluru, czyli słynna Ayers Rock to według podań Święta Góra Aborygenów. Trzeba przyznać, że robi ogromne wrażenie na przybywających tutaj turystach. Nie bez powodu wpisano ją na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. To prawdziwy cud natury, a Aborygeni wierzą, że właśnie tutaj rozpoczęła się historia świata. Miałam okazję podziwiać Uluru podczas zachodu słońca i muszę przyznać, że to niesamowite doświadczenie. Skała mieni się wówczas przeróżnymi kolorami i wygląda magicznie.

Kolejnym miejscem, które powinno znaleźć się obowiązkowo w planie podróży do Australii jest Uluru Kata Tjuta National Park. Podczas wycieczki można podziwiać niesamowity, gigantyczny monolit z piaskowca. Ma on wysokość 348 metrów i liczy sobie 550 milionów lat. Wiążą się z nim liczne legendy i niewyjaśnione zjawiska, o których w ciekawy sposób opowiadają przewodnicy. Stojąc u stóp tej wyjątkowej, gigantycznej, czerwonej skały poczułam niezwykły majestat tego miejsca.